wtorek, 30 sierpnia 2011

"Funky Koval. Wbrew sobie" – recenzja


Klasyka!
REAKTYWACJA FUNKY’EGO. Wraz z końcem sierpnia na półki księgarń trafiło kolejne wydanie trzeciego tomu Funky’ego KovalaWbrew sobie. Przygody najsławniejszego polskiego bohatera komiksów science fiction po latach wydało wydawnictwo Prószyński i S-ka, które zapowiada publikację ostatniej – dopisanej po latach – części dzieła Bogusława Polcha, Macieja Parowskiego i Jacka Rodka. Funky Koval znów stał się głównym obiektem zainteresowań, nie tylko dzięki kolejnym reedycjom zeszytów wydawanych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Również za sprawą ekranizacji Bez oddechu, przy okazji której czytelnicy komiksów zaczęli odświeżać dawno porzucone egzemplarze.

O najsławniejszym polskim kosmicznym detektywie znów zrobiło się głośno i jest wreszcie okazja do spojrzenia na tę pozycję nie z perspektywy historycznoliterackich przełomów (którym Funky był bezsprzecznie), ale przez pryzmat wciąż żywego zjawiska kształtującego współczesne gusta.

Choć na kartach Wbrew sobie widać upływ czasu, nie należy odbierać Funky’emu zasłużonego miejsca. Publikowane na łamach „Fantastyki” pierwsze epizody powieści imponowały rozmachem w konstruowaniu świata, bawiły aluzjami i wciągały wielowątkową fabułą prowadzoną swobodnie i wielopoziomowo. Z dawnych zalet komiksu współczesnemu czytelnikowi pozostała większość przymiotów dzieła Polcha, Pardowskiego i Rodka.

Po pierwsze, nienachalne żarty i aluzje pozwalają czytać Kovala nie przez pryzmat krytyki takiego lub innego ustroju, portretu naszego lub obcego kraju, lecz jako pełnokrwistą obrazkową powieść science fiction, która zaznacza, że czas powstania zawsze rzutuje na motywacje i obraz świata stworzonego. Motywacje z kolei są imponujące – to po drugie. Gra czasem i czasoprzestrzeniami, grawitacją i antygrawitacją, to subtelne czerpanie z osiągnięć astrofizyki oraz fizyki teoretycznej (nawet psychologii) w stopniu wciąż pobudzającym wyobraźnię, nie popadając jednocześnie w naukowy bełkot.

Wreszcie bohaterowie (po trzecie), którzy – wraz z Kovalem (o którym napisano już chyba wszystko) – tworzą interesującą konstelację charakterów z różnych scen społecznego teatru: wojska, polityki, mediów, a nawet mody. Ciekawią nowe rasy – po czwarte – stworzone z efektownym repertuarem cech oraz intrygującym wyglądem. Wreszcie po piąte, istnieje prawdziwa przyjemność obcowania z kartami komiksu, który skomponowany ze swobodą, często łamie schemat uporządkowanych scen i „rozsadza” kadry na ciekawe pejzaże kosmicznych krajobrazów.

Wszystko to sprawia, że współcześni fani po Wbrew sobie sięgną nie tylko ze względów kolekcjonerskich (dołączenie kolejnych tomów do prywatnych zbiorów jest i tak procedurą nieuchronną) czy obowiązku zapoznania się z klasyką gatunku, ale ze zdecydowanie ważniejszego powodu. Mianowicie obcowanie z komiksem, który współtworzył historię tego medium w Polsce, może być tworzeniem kolejnych etapów jego rozwoju. Etapów i przełomów, których tak bardzo polski komiks potrzebuje. Skoro współczesne dzieła nie przekonują nowych czytelników – niech zrobi to Funky.


Funky Koval. Wbrew sobie
Grafika: Bogusław Polch
Scenariusz: Maciej Parowski, Jacek Rodek
Liczba stron: 48
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: miękka
Cena z okładki: 21,90 zł
Wydanie: sierpień 2011
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka