środa, 13 czerwca 2012

Sławomir Lewandowski "Mikrokosmos" – recenzja


MAKRODEBIUT. Album Mikrokosmos traktować należy jako debiut Sławomira Lewandowskiego, który dotychczas publikował w drugim obiegu, a jego twórczość znana była wyłącznie skrupulatnym czytelnikom zinów. Publikacja na łamach wydawnictwa Ważka okazała się niezwykle ciekawa i – jak to się zwykło mawiać w przypadku nowych twórców – dobrze rokująca. Lewandowski ma wszystko czego potrzeba autorom podbijającym serca czytelników (i półki księgarskie): wyrazisty styl, bezkompromisowy język i oryginalne pomysły fabularne ze swobodą modyfikujące schematyczne formy komiksowe (i literackie). Autor Całej prawdy o dzikim zachodzie ma też dużą dozę autoironii – pozwolił sobie na zamieszczenie własnej podobizny z dymkiem (a nawet dwoma) i ciekawą konstatacją w nim zawartą.

 Czytaj też na: www.irka.com.pl

Album, jak obwieszcza ciekawie zaprojektowana okładka, zatytułowany jest Sławek Lewandowski przedstawia mały zbiornik komiksowy Mikrokosmos i zawiera trzy mikrofabuły. Pierwszą nazwałbym polityczną, drugą kryminalną, trzecią – nowelą o charakterze filozoficzno-egzystencjalnym. Dwie pierwsze opowieści stanowią też dużą część całego woluminu, trzecia – jest jakby aneksem. I choć powyższy podział, jak cały album Lewandowskiego, traktować należy z przymrużeniem oka to dużo w nim racji. Pierwsza historia prezentuje losy Każdego, mężczyzny o dość stereotypowej biografii, który przekraczając granicę Hyde Parku korzysta z możliwości głośnego wypowiedzenia swoich racji. Na osobliwej agorze panuje wyłącznie jedna zasada – zakaz obrażania królowej. Mężczyzna po wkroczeniu na mównicę wykrzykuje ciąg tez, które nazwać wypadałoby strumieniem wściekłości ubranym w wulgarne (i śmieszne) epitety – pod adresem… królowej. Pojmany – trochę jak u Kafki wywróconego na opak – nie wyjawia swoich pobudek aż po grób. Historia przywołuje też – całkiem serio – poważne pytania o opresję władzy i wolność jednostki (i – mimowolnie – kojarzy się z hucznymi obchodami rocznicy panowania królowej Elżbiety II). Druga opowieść osadzona jest na schemacie kryminalnym. W „zabitej dechami wiosce”, w niewyjaśnionych okolicznościach, zamordowano Juzka Malinoskiego. Z Metropolii Wojewódzkiej przybywa Inspektor Śledczy, który zamierza rzucić nieco światła na podejrzaną zbrodnię. Finał historii przynosi nieoczekiwane (i – znów – zabawne) rozwiązanie, które polecam poznać samodzielnie. Obie te historie mają absurdalny charakter. Czyta się je świetnie i z lekkim uśmiechem. Tym większa szkoda, że ostatnia opowieść – zatytułowana Życie – pozbawiona jest tych cech. Refleksja nad „przemijaniem” (kojarzy mi się z pseudoromantycznym monologiem) sprowadzona do słów osiemnastolatka: „Bez końca”, nacechowana jest zbytnim patosem, który niepotrzebnie wdarł się w groteskowe dzieło. Chyba, że autor – którego podobizna na jednej z ostatnich stron „uzbrojona” jest w dymek o treści „Jeśli mylić się i błądzić jest rzeczą ludzką to ja faktycznie jestem człowiekiem” – zdążył już ten zgrzyt zauważyć i umieścił go celowo. Ciekawie prezentuje się również forma – surowa, oszczędna w detale i słowa, utrzymana w czerni i bieli, z wieloma „kosmicznymi pejzażami”. Zeszytowy format komiksu uprzyjemnia też lekturę, której wprost nie sposób nie polecić.

Mikrokosmos
Scenariusz i rysunek: Sławomir Lewandowski
Liczba stron: 34
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
Papier: offset
Kolor: czarno-biały
Wydanie: maj 2012
Wydawnictwo Ważka