wtorek, 29 stycznia 2013

Marek Lachowicz, Tomasz „TJFK” Kuczma "Człowiek Paroovka: Gorące głowy"


GORĄCA PAROOVKA. O albumie Gorące głowy trudno pisać w trybie serio. Wokół komiksu wydanego nakładem Kultury Gniewu (w grudniu 2012 r.) rozciąga się aura braku powagi, drwin i wyśmiewania wszystkiego co pozbawione dystansu do świata. W porównaniu do poprzednich dwóch albumów (w mówieniu o których równie trudno utrzymać powagę): wydanego w 2006 r. woluminu Człowiek Paroovka vs. Grand Banda oraz Dorysuj mu wąsy z 2007 r., Gorące głowy przedstawiają spójną opowieść, która przez ponad pięćdziesiąt stron trzyma właściwe sobie napięcie. Dopiero w pełnej fabule uniwersum stworzone przez Marka Lachowicza (we współpracy z Tomaszem „TJFK” Kuczmą) zdaje się świecić pełnym blaskiem. I nie mam na myśli wyłącznie jaskrawej okładki, która faktycznie przykuwa wzrok czytelników przeszukujących półki księgarskie oraz sklepy internetowe. Mam na myśli cały album, który praktycznie nie ma słabych stron.

Czytaj też na: www.irka.com.pl

Na jednym z pierwszych kadrów pojawia się Czopek Piotrek, który po wystrzeleniu z armaty obwieszcza wszem i wobec, że jest przewodnikiem po komiksie. I gdyby ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, że sam Czopek Piotrek nie jest gwarantem dobrej zabawy to po chwili na karty albumu wkracza jeden z Wąsaczy i sprawy zaczynają nabierać tempa. Gdyby wymagającym czytelnikom i tego było mało (choć sam nie wierzę, w to co piszę) to kolejną sekwencję rozpoczyna już on sam – super- i antybohater w jednym – Człowiek Paroovka. Repertuar oryginalnych charakterów dopełnia jeszcze Magister Szczut (skupiający wszystkie problemy systemów edukacyjnych), Iron-Man/Człowiek Żelazko (który jest dość dosłowną wariacją na temat oryginalnej postaci), Liga Pogromców Robotów (LPR w doskonałej formie, zwłaszcza podczas transmisji radiowych) czy Ołówek, który – bardzo dosłownie – wprowadza komiks w kolejny wymiar. Postaci to nie jedyny atut tego albumu. Masa w nim ciekawych i celnych dowcipów, jak chociażby obraz konsumentów wybierających unikalne produkty ze sklepowych półek (np. „krem przeciwzmarszczkowy Full Naciąg z wyciągiem” kupiony w „Świątyni Kosmetyków” w mallu „Pałac Zakupów”) czy telewidzów oglądających tok-szoł „Ka jak Michał” i bloki dziwacznych reklam.

Uśmiechem w stronę czytelników jest też sposób wydania albumu. Ze środka wystają trójwymiarowe postaci, aby ocalić bohatera będziemy musieli zrobić z kartek małe orgiami, na koniec możemy też podstawić swoją gorącą głowę pod szablon na tyle okładki a fotografię przesłać CP, który aktywnie działa na Facebooku. Piszę o tych elementach bo, po pierwsze, nie są to tak częste zabiegi, po drugie Człowieka Paroovkę rzeczywiście dopracowano w najmniejszych szczegółach i trudno znaleźć w nim jakieś słabsze strony (urzekają nawet zdjęcia autorów umieszczone przy krótkich – również zabawnych – notkach biograficznych). Gorące głowy mogą nie podobać się tylko tym, którzy przywykli do ostrzejszych szyderstw ze współczesnej Polski, do rubasznych żartów, krwistych dialogów oraz surowej kreski. Nic z tych rzeczy. Komiks Marka Lachowicza i Tomasza Kuczmy to nie krytyka przez negację, a przez zabawę. I to przednią. A tym, którym to nie odpowiada pozostaje chyba tylko palenie Bajek robotów wraz z członkami komiksowej LPR.

Człowiek Paroovka: Gorące głowy
Scenariusz i rysunki: Marek Lachowicz
Kolory: Tomasz „TJFK” Kuczma
Liczba stron: 52
Format: 165 × 235 mm
Okładka: miękka
Druk: kolor
Cena z okładki: 29,90 zł
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Wydanie: 2012